MOJEJ ŻONIE SABINIE POŚWIĘCAM
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
...WIĘC WSŁUCHAJ SIĘ W POTOK MYCH SŁÓW... I UWIERZ MI - NIE Z TOBĄ WALCZĘ, LECZ Z CIENIEM TWYM I MATNIĄ LUDZI ZŁYCH...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

       

***

wchodzę
w stare
(nie)zabliźnione
rany

to

boli
bardzo
i wiele
kosztuje

to

cena
prawdy
na którą
się godzę

       

Złodziej światła

Przybyliśmy z gwiazd daleka
W jedną noc i jeden dzień
Złączyła nas życia rzeka

Jedno światło - strumień snu
I wiatr, co pełni sprzyja
Ja jestem! Bo Ty jesteś tu...

Wnet kogoś poruszył cień
I ktoś porzucił swe role
Przyćmił słońce w jasny dzień

Wywołując noc, kryzysy
Ukradł światło w swe pęknięcia
Teraz świeci przez te rysy

Sam nie wiedząc skąd ten cud
Kolorowy, ciepły lód...

       

Adam i Ewa...

Spytałem kiedyś Jesusa:
Skąd jest tyle zła na świecie?
Co mi odpowiedział, wiecie?
- Bo słodka jego pokusa!

Prosta, niewymagająca...
I powoli pełzająca...

Ale zanim to się stanie
Najpierw człowiek traci Wiarę
Zanim grzechu się dopuszcza
Pierwej Miłość go opuszcza

Pozostaje mu Nadzieja
Ta ostatnia wszak umiera

Ale bywa czasem zgubna
Tak jak miłość samolubna

       

Światło

nie ściga się
z Ciemnością
a Jedynie...
Mroki przemierza

granią rozpaczy
wśród ciemnych chmur

dopóki w sercu
iskra wciąż drga
kroki wędrowca
wciąż zmierzają

ku jutru, które
nie cofnie się

na szczęście...

jest trochę miejsca
między rozczarowaniem
a nihilizmem...

       

Kto nie kochał...

Kto nie kochał ni razu
Ten o życiu mało wie
Co to noce, co to dnie
Bez Bożego przykazu...

Nie pojmuje, co to ból
Nie rozumie, ale drwi
I choć w sercu włócznia tkwi
Dosypuje w ranę sól...

Kto nie kochał, nie wie nic!

Ciężaru łzy nie pozna
Nie wie, ile waży gniew...

Pozostaje nadzieja

Samotność jej doskwiera
Bo ostatnia umiera...

       

Chleb Życia...
(Ofiarowanie...)

Jednego serca...

Jednego serca! Tak mało! Tak mało?
Serca wiernego trzeba mi było jak chleba
Codziennego, co w miłości by trwało,
Tu na ziemi zbierając te okruchy nieba.

Bo, cóż innego do szczęścia potrzeba,
Ponad drugiego człowieka szczere kochanie?
Bogactwo, czy sława tego ci nie da,
Co dać tylko może... serca ofiarowanie.

I żadne pochlebstwa, poklaski, luksusy,
Tytuły żadne, honoris causa'usy,
Nie były i nie są warte tak wiele...

Co drugiego człowieka serce szczere!
Bo nic nie było i nie jest w tej cenie!
Teraz widzę, że pragnąłem zbyt wiele...

       

À rebours...

szukam...
i nie szukam
sposobów
by zapomnieć

roz-dwojenie...

ale nie jestem
schizofrenikiem

nie usunąłem
Twoich śladów
z naszego...
życia

nie zmieniłem
dzieciom...
nazwiska

nie spaliłem
Twych listów
ani z fotografii
nie wyciąłem...

Twej twarzy

dobrych słów
i obrazów...
nie wytarłem
z pamięci

życiem
tętniących
chwil sercu...
nie wydarłem

no, bo jak...?

to, co wycieram
to tylko gęba
(T)wego...
à rebours

gdy tymczasem
Miłość płonie...

niech spłonie!
...?

       

Życia przebranie

stroją się w artystyczne piórka
prawdziwe twarze pod maskami skrywają
kogoś innego, niż są, pięknie udają
przyjrzyj się, jak schodzi z nich skórka

ich skrzydła falują w melodii fałszywej
w bajkowe zmieniają postacie
kreatury, jakich nie znacie
różne znają gry, prócz tej jednej, uczciwej...

       

Splątane w sieciach...

Splątane dusze w sieciach cierpień
Zwłoki marzeń we mgle niechęci
Skrzywdzone serca biją w rytm klęski
W ich głębi tajemnice bólu tkwią

Zwinięte węzłami nienawiści i zdrady
Rozciągnięte między prawdą a kłamstwem

Szukają ukojenia w łzach samotności
Zanurzone w tym oceanie bez dna
Nie zawsze własnym ciężarem obciążone
Szepczą modlitwy o zbawienie i łaskę...

Daj Boże!

       

Pieśn majowa

"Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!"

Pannę Naszą, nad Pannami
Co ozdabia świat kwiatami
Cnót niewieścich Ona pełna
- Ta! Natury zew okiełzna...

Nie za darmo Jej korona
I przez Boga wywyższona
Prócz natury ma też ducha
A jej rozum... Jego słucha

Jest przykładem dla człowieka
Który czuje, wiosny czeka...
Niczym ziemia na odłogu
Jeszcze Panna - wnet w połogu

Lecz wszystkiego zrazu nie wie
Że Jej miejsce jest tam, w niebie
Owoc Boga, choć z Jej łona
Wprzód na krzyżu ciężko skona

Ale z grobu Swego wstanie
Jako Słońce co dzień ranie
Jako Ziarno co obumrze
Jako Człowiek, który umrze

Co też było - przez Nią dzieje
Szumią łąki, jak i knieje
Lecz Nią samą nic nie stało
Samo Bóstwo w Niej mieszkało

Nie w naturze, lecz w Osobie!
Zwierzu! Wyobrażasz sobie...?

***

Antoniewicz, coś tam pisał
I o kwiecie, i o maju...
O srebrzystym wręcz ruczaju
Pieśnią sławną... się podpisał

Pannę Marię miej w szacunku
Wielu szuka w niej ratunku
Ona ci dostarczy źródeł...
Bożej łaski czysty strumień

Lecz Jej nie bierz na sztandary
Bo z historii jest nauka
Kto Ją wzywa, a nie słucha
Tego spotka... zawierucha.

       

Fatamorgana

urodę, umysł, serce...?
sam już nie wiem
co w Tobie widziałem
Kochana...(?)

czy coś z tego było?
co mnie tak zaślepiło
fatamorgana...?

pragnąc, na próżno
w Twej pustyni
oazy wypatrywałem
wody, domu, życia

i choć nasz ogród
stale podlewałem
nadzieją nawoziłem
ciężko orałem...

nawet...
fasolki dwie
tam wyrosły

miłość naszą
w piasku
pogrzebałaś
fatalnie

się stało

       

Astrobiografia

wśród ciemności i ciszy
tej to nocy najdłuższej
w odwiecznym przesileniu
losy świata się ważą
a dusza ludzka budzi

wśród mroku, jak i chłodu
przed życiodajnym świtem
martwotę serc, natury
księżyc tylko otuli
bladym blaskiem, odbitym

lecz na nic się tu zdadzą
miesięczne pełnie, pływy
życia w sobie nie mając
słonecznej mocy, żaru
tylko zapożyczając...

więc skończmy te rojenia
że ta Luny poświata
cokolwiek sama zmienia
światłem tylko nabita
jak to życie... miłością?

       

Ciężkie brzemię

brzemię noszę
lecz nie proszę
wszystkich świętych
wniebowziętych

by mi zdjęli
te kajdany...

twej miłości
jakże małej
do wieczności
przyrównanej

by leczyli
moje rany...

gdy skostniały
bywam cały
twego świata
akrobata...

       

O róży...

miałem różę
śnieżnobiałą
w zimnym pąku
z krwawym kolcem
nakrapianą

by rozwinąć
moje kwiecię
w najpiękniejszy
kwiat na świecie

raniąc dłonie
otulałem
jeść dawałem
nawadniałem
słowem dbałem

słonku w chmurach
robiąc szparę
czasem nieba
uchylałem

dając światło
ogrzewałem
by rozwinął
się ten pączek
w życia lśnienie

lecz kwiatuszek
mój maleńki
ledwie podrósł
rozbił wdzięki

róży marzeń
posypały
się płateczki
ostre kolce
nastroszyły

by po zimie
z tej łodygi
wyrósł nowy
już pąsowy

wykarmiony
ofiarami
odrodzony
krwawym teraz
czarem mami...

       

Amplituda

Jak nie od dzisiaj ciebie znam
Tak siedzi w tobie... anioł-cham
Bywa on dumny i hardy
Uwielbienia wart i wzgardy

Tak też twoja schizofrenia
Wciąż uczucia ludziom zmienia
Prawdzie nie oddając głosu
Skrywa dzieje twego losu

Ciągle przędziesz nić cierpienia
Tkając gęsto sieć milczenia

Ale jeśli swąd ze stosu
Nie pogrzebał życia kłosu

Tak i kamień mocny, twardy
Pęknie w stosie jak petardy

Więc też musisz mieć na względzie
Iż nie zawsze, tak już będzie

Że srebrniki z twego trzosu
Nie dopuszczą już do głosu
Ognia jęku, śpiewu prawdy
Których strzegą halabardy

Mała jesteś w wielkim błędzie
Choć o tobie głośno wszędzie
Czy rozumiesz, co to będzie?
Jeśli świat twój też w obłędzie...

       

Mniej niż zero

Myślisz sobie, że więcej coś znaczysz
Bo masz doktorat, dwie książki i sieć
Znajomych, co ich nawet nie zliczysz
Myślisz pewnie: Każdy chciałby to mieć!

Świadomości przypływ - czasem tak masz
Szepce nieśmiało: Ten fałsz lubi gnić!
Że najważniejsza jest prawdziwa twarz
A nie w iluzorycznym blasku lśnić...

Przechlapałaś nasz czas, najlepszy czas
Zrobiłaś rzeczy..., że nie chce się żyć
Zamiast dobre wino pić - mamy kwas
Który zżera nas, że nic, tylko wyć...

Ale tobie niczego nie jest żal
Oddasz swą duszę, a nawet ciało
Sprzedasz dla blasku, poklasku i chwał
Będzie bolało, bo wciąż za mało...

Nawet jeśli mieć, znaczy mniej niż być
A, że nie zawsze sobą, cóż: Jak żyć?

       

Jednego serca...

Jednego serca! Tak mało! Tak mało?
Serca wiernego trzeba mi było jak chleba
Codziennego, co w miłości by trwało,
Tu na ziemi zbierając te okruchy nieba.

Bo, cóż innego do szczęścia potrzeba,
Ponad drugiego człowieka szczere kochanie?
Bogactwo, czy sława tego ci nie da,
Co dać tylko może... serca ofiarowanie.

I żadne pochlebstwa, żadne luksusy,
Tytuły żadne, honoris causa'usy,
Nie były i nie są warte tak wiele,

Co drugiego człowieka serca drgnienie!
Bo nic nie było i nie jest w tej cenie!
Teraz widzę, że żądałem zbyt wiele...

       

Pieśń sierpniowa

Chwalcie łany uzłocone
Darem bożym wzbogacone
Chwalcie chabry i kłosiki
Panią ziaren, Jej strumyki

Ona igra sobie z nami
Przechadzając się niwami
Z tego i nie z tego świata
Ziemię z niebem dla nas brata

Wyniesiona nad anioły
Ręką sięga nas - padoły
Ostry sierp Jej nie urąga
Wina węża, ryby-pstrąga?

Tacy słabi w swojej wierze...?!
Że nas ciągle marność bierze...
Lecz się nie łudź grzeszny człeku
Sprawiedliwość nie zna wieku...!

Ostrze sierpa cię dosięgnie
Pani żniwo, Boga głębie...
Co nad światem wciąż czuwają
Nad brzemienną modły mają

Ta wydaje na tej ziemie
Wszelkie Boga łaski, plenie
I ziołowy wianek nosi
O co cała ludzkość prosi.

Barwny plecień na Jej czole
Jakże wielu teraz kole
Że Jej piersi jarząb zdobi
Nie zaś diament wprost z Nairobi

Czy też róże lub korale
Nic, że sztuczne, wszak ku chwale.

Zwierzu! Wyobrażasz sobie...?

***

Antoniewicz, coś tam pisał
I o kwiecie, i o maju...
O srebrzystym wręcz ruczaju
Pieśnią sławną... się podpisał

Pannę Marię miej w szacunku
Wielu szuka w niej ratunku
Ona ci dostarczy źródeł...
Bożej łaski czysty strumień

Lecz Jej nie bierz na sztandary
Bo z historii jest nauka
Kto Ją wzywa, a nie słucha
Tego spotka... zawierucha.

       

Kanopa

muza moja i kochanie
serce i wszelkie wnętrzności
tu spoczęły - w pustym dzbanie
pełnym różnych... namiętności

pewnie myślisz: wyuzdanie
wspominając... okropności
kto zna życie, swe oddanie
trzyma też w kanopie złości

lecz nie skrywa swej urazy
bo jak mówią na niej glify
nic nie zdarza się dwa razy
nawet na kamieniu szlify

zatem składam do tej wazy
całe bycie i swe kości
drogi rubin, nie bez skazy
cenny, lecz czy wart Miłości?

       

Bezdomność duszy

to nie cztery ściany
dają nam schronienie
a człowiek kochany
serca jego drgnienie

miłość to fundament
wierność zaś zaprawa
ten święty sakrament
życiem nas napawa

szczęśliwi zatem ci
co dom swój budują
nie szczędząc mu swej krwi
myślą obejmują

i jak tu nazwać tą
co dom swój zburzyła?
no przecież nie k...ą
choć wiesz, że zboczyła

       

My heart

My heart aches with a longing so deep,
For love that is lost and cannot keep.
The memories hurt and they flood my mind,
It's hard to leave the past behind.

I reached out to touch your hand,
But it slipped away like grains of sand.
My love for you was pure and true,
But it seems not enough to break through.

Each day I try to forget,
But the pain inside refuses to let.
I question if this heartbreak will ever heal,
Or first my love for you will at last me kill.

Although I still don't know
if you're worth it...

       

Just simply - love

Love is the heartbeat that we share
A bond that nothing can compare
It lifts us up and brings us down
Like a yoke, but also a crown

We navigate life's endless draw
Love breaks us down and leaves us raw
But even when we're lost and alone
Love is the light that guides us home

Why not all can it understand?
Love is the strength that helps us stand
It heals our wounds and covers scars
Leads our souls into the stars

It knows no bounds, nor cares for space
It fills us up with lightness grace
It lifts us high and sets us free
And brings us to who we're to be

       

Przywiązanie

miłości
sznur
pępowina

czasem
życia
istotę
owija

serce
rozum
szyja

krótkim
łańcuchem
się staje

gdy nie
pojmujesz
co to
oddanie

choć...
esencję
chętnie
spijasz

       

Ból Miłości

przychodzi znienacka
wilgocią swą przenika
ziąb wszechogarniający
w objęcia swe bierze
niewinnym pocałunkiem
zdradzieckiej kochanki
sercu rytm wybija
żyłami się roznosi
do limfy przelewa
w czaszkę się wbija
mózg drenuje czule
żelaznymi szczękami
za kark pewnie chwyta
choć krzyża nie łamie
rdzeniem się rozchodzi
(bez)namiętnym ruchem
każdy nerw spowija
i wszystkie komórki
szpik wysysa z kości
chrząstki drobno kruszy
mięśnie, ścięgna rozrywa
trzewia kleszczami ściska
wypala wnętrzności

odpuszcza tylko wtedy
gdy bliski jesteś śmierci

zawodząc nadzieje tej
której życzeniem jest
byś się już nie obudził